Czytelnia Psychologiczna, Artykuły psychologiczne.

Rozwód zaliczany jest do sytuacji kryzysowych i jest on jednym z bardziej stresujących doświadczeń w życiu człowieka. Bez względu na to jaki był powód rozstania i z czyjej inicjatywy nastąpił dla obojga małżonków jest końcem jednego etapu i początkiem nowego; tego nieznanego.

Na przestrzeni życia małżeńskiego budujemy wspólny obszar. Nie tylko ten materialny ale również wspólnotę przeżyć, planów, wspólnie spędzanego czasu, grona znajomych. Szczególnie w długotrwałych związkach zaciera się odrębna tożsamość małżonków. Bardzo silnie zakorzenia się pojęcie my i to, co wspólne. Pomiędzy dwojgiem ludzi zaczyna tworzyć się nić zależności. Osoba współmałżonka wypełnia naszą przestrzeń, nie tylko tą zewnętrzną, związaną z mieszkaniem ale wypełnia nasze wnętrze. Można powiedzieć, że jej obraz nosimy w sobie. Gdy dochodzi do rozwodu musimy się z tym pożegnać, podzielić to, co do tej pory było wspólne.

Żyjemy w kulturze, która łatwo daje przyzwolenie na rozwód. Przestał to być temat wstydliwy, a kobieta rozwódka napiętnowana. Taki stan rzeczy stwarza pokusę szybkiego załatwienia sprawy, formalnego podpisania kilku papierków urzędowych. Rozwód to nie tylko formalne załatwienie sprawy w sądzie, to cały proces powolnego żegnania się z jakąś częścią naszego dotychczasowego życia i osobą, która stanowiła fundamentalną jej treść. I nie ma tutaj drogi na skróty. To jest proces przechodzenia przez różne etapy emocji. Dlatego rozwód jest porównywany do żałoby i opłakiwania straty. Charakterystyczne są w tym okresie silne emocje. Gniew, rosnąca złość, impulsywne zachowania, stany depresyjne, dezorganizacja życia codziennego, utrata poczucia bezpieczeństwa. Wraz z decyzją o rozstaniu przychodzą pytania o podział majątku, opieki nad dziećmi, wyprowadzenia się oraz bardziej egzystencjalne; kim teraz jestem ,jak ma wyglądać moje życie.

Bywa, że ludzie potrzebują symbolicznie pożegnać stary związek np. sprzedaniem wspólnego mieszkania, wyprowadzką z miasta. Czasem potrzebne jest tylko oczyszczenie z bolesnych emocji, płacz. Poradzenie sobie ze złością, bólem, poczuciem krzywdy jest trudnym zadaniem ale bez niego człowiek może tkwić wiele lat w martwym punkcie życia i odtwarzać traumę rozwodu na nowo.

Szybkie wchodzenie w kolejny związek, rzucanie się w wir pracy, przygodny seks, to tylko chwilowe uśmierzenie bólu, który i tak powróci. Dopóki małżeństwo nie skończyło się w psychice człowieka, w jego emocjach, to rozwód formalny oznacza jedynie rozpad małżeństwa.

Czas rozwodu może posłużyć nam do zastanowienia się, refleksji, zadania pytań o przyczynę rozpadu związku. Są to ważne pytania ponieważ to, co doprowadziło do zerwania więzi małżeńskiej będzie’’ uwierało ‘’w następnym związku i kładło się cieniem na budowaniu relacji z nowym partnerem.

Rozwód może rodzić pokusę odwetu, chęć zemsty, bądź wchodzenia w rolę ofiary. Szczególnie jeżeli było się zdradzonym przez osobę, którą kochaliśmy i którą obdarzyliśmy zaufaniem. Szczególnie destrukcyjne i niebezpieczne jest wciąganie dzieci w sytuację rozwodową. Ważne jest również aby całą winę za rozpad małżeństwa nie przerzucać na partnera lecz wziąć na siebie swoją część odpowiedzialności za zaistniałą sytuację. Zapominamy, bądź nie chcemy uznać, że rozpad rozpoczyna się zawsze pomiędzy, zawsze w relacji dwóch osób, a odpowiedzialność za zaistniały stan rozkłada się w różnych proporcjach pomiędzy dwojgiem osób.

Zrozumienie przyczyn ustania związku jest ważnym czynnikiem, który przyczynia się do naszego wewnętrznego rozwoju. Przy czym nie chodzi tutaj o zadręczanie się, a zrozumienie. Zadręczanie zawiera w sobie pierwiastek destrukcyjny, osłabia nas i pogłębia poczucie porażki.

Zazwyczaj rozwód poprzedzają zmiany jakie stopniowo dokonują się w relacji. Powolnym oddalaniem się, zamieraniem uczuć, brakiem intymnej relacji. Decyzja o rozwodzie bywa kojarzona z kłócącą się parą która nie może się porozumieć. To tylko jeden obraz z wielu. Innym jest narastająca cisza i pustka, która rodzi niewypowiedziane napięcie. Często te symptomy są ignorowane i mogą trwać przez lata.

Miłość jak każde uczucie może ulec wypaleniu. Co innego może oznaczać w momencie zawierania przysięgi małżeńskiej, a inną mieć postać po kilkunastu latach małżeństwa.

Małżeństwo to wspólny ogród, a do jego pielęgnacji potrzeba zaangażowania dwóch osób. Trzeba być świadomym ogrodnikiem. Z uwagą i troską pielęgnować wspólne pole małżeńskie. Ta pielęgnacja odnosi się do drobnych gestów okazywania sobie czułości, codziennych wspólnych rytuałów gdyż to one budują więź. W pogoni dnia, codziennej rutynie, sieci obowiązków łatwo zatracić to, co nas początkowo łączyło. Drobne czynności jak wspólne wypicie filiżanki herbaty, chwila wspólnego bycia, rozmowa, a nie tylko komunikowanie się budują bliskość.

Należy także nadmienić, że na rozwój małżeństwa wpływa również to jaką wizję małżeństwa otrzymaliśmy w spadku po swoich przodkach; rodzicach i dziadkach. Jakie nieświadome role kryją się pod tymi codziennymi męża, żony, matki, ojca, przekazów rodzinnych i naszych oczekiwań co do związku.

Gdy małżeństwo zamienia się w emocjonalną pustynię, brakuje pożądania i ustaje życie intymne wtedy może być już za późno na ratowanie związku.

Niewątpliwie po nieudanym małżeństwie pozostaje blizna. Ważne aby ta blizna była już tylko znakiem na mapie naszego życia, a nie otwartą raną. Ukojenie przychodzi po przeżytym bólu. Gdzieś w zakamarkach bólu mieszka bowiem nadzieja na spokój i lepsze jutro.